Furia, choleria i złamany palec

wpis w: Naturalne kosmetyki | 0

Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy, mawiała moja babcia. Zwykła też prawić, że złość piękności szkodzi, ale po pierwsze – uroda przemija i wiadomo, że i tak siłą nie zatrzymasz, a po drugie – kto by tam się przejmował staroświeckim gadaniem? Tym bardziej, że babcia nie wspominała nic o palcach, a nawet tak ogólnie o zdrowiu i nie zdradziła mi lekarstwa na złamany palec.

W tym wpisie

– dowiecie się jak jednym zamaszystym ruchem złamać sobie palec u stopy
– poznacie domowe sposoby radzenia sobie z obrzękiem
– poczytacie o przeciwzakrzepowych właściwościach salicylanów
– poznacie kolejne zastosowanie cholerii (olejku golteriowego)

No więc ja spieszyłam się okrutnie, a w dodatku byłam wściekła jak osa. Osy jednak bywają zwrotniejsze i nie zdarza im się łamać palców, przynajmniej dotąd o tym nie słyszałam. Ja natomiast, w wielkim pośpiechu i zdenerwowaniu (mniejsza o co poszło), dość niegramotnie (jak się później okazało) biegając po mieszkaniu, wpadłam na przewrócony wózek dla lalek, zahaczając małym palcem stopy o drut, który jest w nim osią kół.

A że poruszałam się ultraszybko, zamachnęłam nogą całkiem energicznie. Zabolało, nie powiem. Zaraz też spuchło, a po kilku godzinach pojawił się siniec, który powoli rozpełzał się po całej stopie – to zdziwiło mnie najbardziej, bo uderzyłam, się w palec, a cała stopa fioletowa! Nie. Nie będę publikować zdjęć. To nic ładnego.

Złamany palec

Tak więc rąbnęłam się w palec i to solidnie. Niektórzy znajomi wiedzą i widzieli. Wyglądało na to, że jest złamany, ale ponieważ złamanych małych palców u stopy się w żaden sposób nie usztywnia (risercz via internet), nie byłam u lekarza i dowodów w postaci RTG nie mam.

Bolało, choć początkowo adrenalinka świetnie ten ból maskowała. Skoro tylko jej poziom wrócił do normy, zamarzyłam o świeżym żywokoście, z którego mogłabym przygotować papkę i obłożyć nią stopę. Ale gdzie mi teraz z obolałą nogą i maluchami u boku szukać żywokostu?! Zrobiłam sobie wprawdzie niedawno ocet żywokostowy (piękna sprawa, kiedyś się pochwalę) do włosów, i zapewne świetnie by się sprawdził w roli okładu na opuchliznę (sam ocet pomaga, co dopiero octowy wyciąg z żywokostu), ale ponieważ w miejscu uderzenia miałam też uszkodzoną skórę, bałam się szczypania i odpuściłam.

Sposób na ból i obrzęk

Wiecie co zrobiłam i co doskonale dało radę? Ha! Dwie rzeczy o których niedawno mówiłam: olejek z golterii oraz macerat z bodziszka cuchnącego jako baza. Przecież o olejku golteriowym dr Różański pisze: “Wcierany w skórę (mazidło, maść) zmniejsza obrzęki zapalne, łagodzi ból i stany spastyczności mięśni. Stosowany w leczeniu nerwobólu, bólu stawów, bólu mięśni. Zalecany udział w mazidłach 15-25%”.

Na temat golterii-cholerii mam ostatnio jakąś obsesję i ciągnie mnie do niej. Normalnie kocham ją i nienawidzę jednocześnie. Śmierdząca jest to fakt, ale z palcem poradziła sobie wzorowo.

olejek golteriowy na złamany palec
Olejek eteryczny z golterii rozesłanej

 

Dodatkowo liczyłam na jakąś ochronę przeciwzakrzepową. Zostałam z maluchami sama, mąż z synami pojechał na przedłużony weekend wylewać posadzki w naszym domu na Końcu Świata. W trosce o to żeby mi jakiś zakrzep nie zablokował żył i żebym niespodziewanie nie zeszła we śnie, kazał mi brać aspirynę, bo nic innego o działaniu przeciwzakrzepowym nie mieliśmy. Zaraz! przecież aspiryna to kwas salicylowy, a olejek golteriowy to w 98-99% salicylan metylu, który jest pochodną kwasu salicylowego i wykazuje działanie podobne wszystkim innym salicylanom!

Maść na złamany palec
Maść – macerat z bodziszka cuchnącego

 

Nie robiłam sobie specjalnej maści. Po prostu brałam trochę maceratu bodziszkowego na zagłębienie dłoni, zakraplałam nieco golterii, mieszałam palcem i rozsmarowywałam po opuchliźnie. Obrzęk szybko ustąpił, bolesność też – po dwóch dniach opuchnięty i tkliwy był już tylko mały palec (co nie dziwi, jeśli było tam złamanie), siniec który rozlał się na całą stopę powoli robił się bledszy. Mogłam chodzić i z ulgą wróciłam do codziennych spacerów z dziewczynkami (z ulgą, ponieważ zamknięte w domu, nie mają co zrobić z nadmiarem energii i stają się nieznośne), a nawet odbyłyśmy podróż pociągiem ( eSKaeMką na centralną i z powrotem, a co!) – spacer efektowny, acz wymagający niewiele wysiłku z mojej strony.

w pociągu
Najwygodniejsza forma spacerów, gdy się ma złamany palec 🙂
Rekonwalescencja

Wtedy też zaprzestałam smarowania. Nie wierzę, że cokolwiek mogłoby przyspieszyć zrastanie kości. Po dwóch tygodniach pozostały ledwie resztki sińca (przy trzech pierwszych palcach), ale mały palec wciąż był opuchniętym serdelkiem. W ciągu tych dwóch tygodni dwukrotnie grzmotnęłam nim przechodząc mimochodem – raz o nogę od krzesła, drugim razem o plecak postawiony w przejściu przez Małżonka. Te wtórne kopnięcia były chyba jeszcze bardziej bolesne niż uderzenie pierwotne. Kilka razy zostałam nadepnięta, raz też całym ciężarem wpadł na mnie rozpędzony wyżeł sąsiada próbujący dogonić piłkę (to najbardziej żarłoczny i łajzowaty pies jakiego poznałam).

Późniejsze uderzenia, jakkolwiek coraz częstsze (bo im mniej bolało, tym mniej uważałam) były już mniej dotkliwe. Aż w końcu całkiem przestałam zwracać na palec uwagę i teraz znów regularnie się o niego potykam.

Minęło właśnie sześć tygodni. Palec już wcale nie boli, szczególnie gdy chodzę boso lub w luźnych sandałach, bo w zabudowanym obuwiu jednak trochę go czuję. Jest bardzo grubiutki, może dlatego mu w bucie ciasno? Zastanawiam się czasem czy on już na zawsze taki gruby pozostanie – jest dwukrotnie grubszy niż jego bliźniak u prawej nogi. Może się krzywo zrósł?

Niemniej jednak, skoro nie boli, jest to tylko drobny defekt kosmetyczny, zupełnie nieistotny dla mnie.


Zostaw Komentarz