Golteria

wpis w: Naturalne kosmetyki | 0

Opowiem Wam dzisiaj o pewnym niezwykłym olejku. Ale takim niezwykłym-niezwykłym, i to pod każdym względem. I uwaga – będzie dłuuuugo. Golteria – czy coś Wam to mówi?

Ja nic o nim wcześniej nie wiedziałam, moje mądre książki nie wspominały o nim ni słowem. Ilekroć jednak składałam zamówienie u jednego z moich dostawców, nazwa tego olejku przykuwała moją uwagę. Brzmiała wdzięcznie, dumnie, elegancko, jakoś tak… kwiatowo. Wywoływała piękne skojarzenia, pobudzała moją wyobraźnię.

Tak mnie ta nazwa wabiła swoim brzmieniem i nie pozwalała przejść mimo, że w końcu skusiłam się na kanisterek – dwa kilogramy „na spróbowanie”.

Przyjechał kurier z dostawą, rzuciłam się rozpakowywać i wąchać moje wdzięczne cudo.

……………………………

Golteria-choleria!

Kanister zakręciłam równie szybko, jak go odkręcałam. Niby szczelnie – upewniałam się kilka razy – a dalej czuć. Pachnie w sposób trudny do opisania, jak maść przeciwbólowa Bengay. W każdym razie, według moich subiektywnych kryteriów, aromatem bije na głowę drzewo herbaciane.

Nie może być tak źle, pomyślałam – do mydła nada się na pewno. Zrobiłam więc testy (a jakże – kolejny impulsowy zakup) które pokazały, że owszem, do mydła można, ale umiejętnie – chlupnięta wprost do budyniu zbija się w kluski podobnie jak olejek ylangowy. Trzeba ją więc uprzednio rozprowadzić w niewielkiej ilości tłuszczów.

W tym momencie golteria miała u mnie już dwa minusy, ale poczekajcie, to jeszcze nie koniec.

Biorę się za rozlewanie.

Sprzęt przygotowany, butelki też, dam radę – pomyślałam. Tak się mentalnie nastawiłam, że praca minęła mi migiem, aż się zdziwiłam. Jeszcze bardziej jednak dziwiła mnie ilość pustych butelek, które wciąż czekały na ten boski płyn.

golteria

Hmmmm… Dla mnie to nie pierwszyzna, wiem przecież ile mniej-więcej butelek mi potrzeba. Olejki mają mniejszą gęstość niż woda (przeciętnie 0,85-0,92), więc z każdego zakupionego kilograma mam więcej niż litr do rozlania.

Przyjrzałam się butelkom. Nalane prawidłowo, odmierzane pipetami skalowanymi na wypływ. Policzyłam, zsumowałam… mało! Z tych dwóch kilogramów wyszło mi niecałe 1700 ml. „Co jest?!” – myślę… Troszkę mogło mi odparować, nieco zostało na ściankach kanistra, mogłam też odrobinę uronić… ale pół litra???

Już miałam posłać kilka nieżyczliwych myśli mojemu dostawcy, że opakowania nie wytarował, albo celowo mnie kantuje. Powstrzymałam się jednak dobrodusznie i ostatkiem sił rzuciłam się do wertowania dokumentacji. Pierwsza w moje ręce wpadła specyfikacja, a tam jak byk stoi gęstość: 1,174-1,185. Szok i niedowierzanie!!!

Osz ty GOLTERIO CHOLERIO!!!!!

Szybko przeprosiłam w myślach mojego dostawcę za ten cień podejrzliwości o nieuczciwość, który jednak mimochodem wkradł się do mojego serca, i rzuciłam się do dalszych poszukiwań – chciałam ustalić czy bardziej 1,174 czy jednak 1,185. Bo dla mnie różnica ma znaczenie – im wyższy współczynnik gęstości, tym mniejsze moje zyski. Musiałam więc ustalić, czy zostałam przez tą cholerię zysków pozbawiona, czy też do jej sprzedaży funduję system dopłat bezpośrednich.

Certyfikat analizy laboratoryjnej nie pozostawił mi żadnych złudzeń… Moja golteria ma gęstość 1,1829. Policzyłam, że z dwóch kilogramów powinnam uzyskać 1690 ml. To by się zgadzało…

No i co teraz? Mam olejek, który na każdym kroku płatał mi psikusy. Postanowiłam czegoś więcej się o nim do wiedzieć i zajrzałam do niezawodnego dr Różańskiego. A tam – kolejny raz szok i niedowierzanie!

olejek golteriowy

Właściwości

Okazuje się bowiem, że ta amerykańska obywatelka (roślinka pochodzi z Ameryki Północnej) nazywana w swojej ojczyźnie Wintergreen, a u nas starzęślą lub golterią rozesłaną, ma zupełnie niezwykłe właściwości.

W 96-98% składa się z salicylanu metylu, który właśnie tak specyficznie pachnie i dzięki temu składnikowi działa przeciwzapalnie, przeciwbólowo i rozgrzewająco. Ten zapach i zachowanie w mydle (kluski) nie bez powodu przywiódł mi na myśl olejek ylangowy. Miałam w ofercie ten najtańszy sort olejku z Cananga Odorata, który różni się składem chemicznym od pozostałych właśnie obecnością salicylanu metylu.*

  • Golteria jest dodatkiem do past do zębów, płynów do płukania gardła i jamy ustnej.
  • Olejek stosuje się (na nieuszkodzoną skórę) w maściach i kremach na stłuczenia, nadwyrężone i obolałe mięśnie i ścięgna, bóle stawowe, nerwobóle, artretyzm, reumatyzm, zapalenia, drętwienie kończyn oraz nadciśnienie.
  • Golteria wspomaga także pielęgnację skóry w trądziku, wrzodach i innych problemach skórnych.
  • Poprawia krążenie, działa antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo, przeciwzapalnie, oczyszczająco. Jest skuteczny przy przeziębieniach, kaszlu, zapaleniu gardła, chrypce i grypie, gorączce, zaburzeniach żołądkowo-jelitowych, zapaleniach układu moczowo-płciowego.
  • Jest to także obowiązkowy składnik olejkowych repelentów na kleszcze oraz świetny sposób na pozbycie się mrówek z domu.
No i co?

Ja jestem pod wrażeniem i dawno przeszła mi już złość na moją cholerię. I zapach jakby nieco milszy ma teraz 

Uwaga:
Nie należy stosować u dzieci, w czasie ciąży i u osób uczulonych na salicylany. Olejek nie jest zalecany dla epileptyków.

* Przyznam, że z powodu zupełnie rozbieżnych informacji jestem nieco zdezorientowana jeśli chodzi o podział olejków pozyskiwanych z kwiatów drzewa kanangowego (jagodlin wonny.

O rodzajach olejku ylangowego piszą Państwo Brud (dr Władysław Brud oraz dr Iwona Konopacka-Brud, nasi rodzimi specjaliści od aromaterapii i jej prekursorzy oraz propagatorzy w Polsce) w swojej książce „Podstawy perfumerii”: „Destylacja odbywa się stopniowo etapami, a poszczególne frakcje uzyskują numery (I, II, III) o coraz gorszej jakości. Te frakcje to poszczególne gatunki olejku ylang-ylang. Z tych samych kwiatów bez dzielenia na frakcje, otrzymuje się olejek kanangowy, znacznie tańszy od ylangowego.” Tę samą informację powtarzają zresztą w innej swojej książce „Pachnąca apteka”.

Taki podział rzeczywiście bardzo często spotykam buszując po hurtowniach.

Tymczasem dr Różański, któremu nie można odmówić ogromnej wiedzy ziołoleczniczej pisze, że tańszy olejek kanangowy jest destylowany z innej odmiany jagodlinu – Cananga odorata Hooker f. et Thomson (=Canangium odoratum Baillon forma macrophyla) – link.


Zostaw Komentarz