KLESZCZOGROM, repelent na kleszcze w sześciu wersjach

wpis w: Naturalne kosmetyki | 0

Sezon na kleszcze zaczął się już dawno – co najmniej w marcu. Zaczynają węszyć za swoimi ofiarami, jak tylko temperatura skoczy do 5*C, więc bywa, że i w środku zimy (jeśli zima jest łagodna)  można spotkać tego krwiopijcę. Póki co mieszkam w mieście, więc kleszcze mi nie grożą. Nie to żeby miasta były od nich wolne, o nie! One żerują w najlepsze i w miastach, ale ja nie łażę tu po krzakach – bo niby czego miałabym szukać w zatrutych spalinami miejskich chaszczach? – więc jestem bezpieczna.

Ale już niedługo, już tylko krótka chwilka tylko dzieli mnie od wyjazdu na nasz ukochany Koniec Świata, dokąd dojechać można tylko Polną Drogą. Tam z każdej strony wołają do mnie zioła i nęcą mnie swoimi zapachami i czystą naturą. I pójdę po nie, bo nie umiem (ani nie chcę!) im się oprzeć. A po drodze czyhają one – te małe, wstrętne, krwiopijne pajęczaki.

Gdyby chodziło tylko o moją krew, to proszę bardzo, skąpa nie jestem, nie ubędzie mi, ta kropelka różnicy nie robi. Ale nie chcę, żeby mnie czymkolwiek częstowały, dlatego jednak bufet zamykam. Postanowiłam wyprodukować własny repelent, a nawet kilka – tak to właśnie przyszło mi do głowy.

Kilka słów o kleszczach

Kleszcze to prawdziwe bestie, trudno je przechytrzyć. Namierzają nas kierując się między innymi zapachem  naszego potu – amoniaku i kwasu masłowego oraz dwutlenkiem węgla który wydychamy. Nie tylko nasz zapach je wabi, te skubańce mają  specjalny narząd (narząd Hallera) służący do namierzania ofiary – za jego pomocą wychwytują różnice temperatur, wilgotności oraz wibracje. Trzeba więc uczynić własny zapach na tyle dla kleszcza nieapetyczny, nieznośny wręcz, by nie fatygował się nawet ze swojego krzaczka.

Olejki eteryczne na kleszcze

Wiadomo, że niektóre olejki eteryczne odstraszają owady, ale które z nich szczególnie działają na kleszcze? Pierwszym na pewno jest golteria – wiele dziewczyn wspominało mi, że jest nieodzownym składnikiem ich repelentów. Zapach golterii (niemalże w stu procentach salicylan metylu) nie należy do moich ulubionych, ale może dałoby się go jakoś złagodzić? Jednakże olejek golteriowy mam ochotę odrzucić już na wstępie, bo choć z kilku źródeł słyszałam o jego skuteczności, to bardzo zależy mi żeby preparat pachniał ładnie i żeby chciał go używać także mój Małżonek, a on naprawdę źle reaguje na golterię.

Przetrząsnęłam więc internety i wypisałam sobie wszystkie olejki jakie tylko pojawiały się w antykleszczowych wzmiankach. Odrzuciłam te, które pojawiały się jednorazowo – pojedynczą wzmiankę traktuję jako ciekawostkę. W ten sam sposób potraktowałam eukaliptusa, który wprawdzie mignął mi w kilku źródłach, to jednak miałam wątpliwości, że chodzi akurat o TEGO eukaliptusa. Może chodziło o Eucalyptus citriodora, który ze względu na ogromną zawartość cytronelalu jakoś bardziej kojarzy mi się z odstraszającymi owady właściwościami? Odrzuciłam też te, których nie mam w swojej kolekcji – bo nawet bez nich jest to pokaźny zestaw. Oto co mi zostało po surowej selekcji: amyris, anyż, bazylia, cedr wirginijski, cedr chiński, cytronela (2x), ylang-ylang, golteria, rozmaryn, lawenda i trawa cytrynowa.

Potwierdzona skuteczność

Niektóre olejki mają działanie potwierdzone naukowo, inne przyjmuję na słowo, bo nie mam czasu przeszukiwać internetów jeszcze bardziej. A tych z naukowo potwierdzoną skutecznością jest naprawdę sporo, znacznie więcej niż wybieram do swojego kleszczogroma. Tu na przykład bardzo ciekawe opracowanie o właściwościach repelencyjnych niektórych roślin (wśród nich nagietek, rącznik pospolity – z niego mamy olej rycynowy, rumianek), ale możecie dowiedzieć się z niego także jaką skutecznością repelencyjną wykazują się roztwory poszczególnych olejków. I tak na przykład:

Lawenda

30% roztwór olejku lawendowego (Lavandula angustifolia) w glikolu propylenowym wykazuje stuprocentową skuteczność (w warunkach laboratoryjnych), podobnie jak geranium (roztwór 30% w glikolu), eukaliptus cytrynowy (roztwór 30% w acetonie) i rozmaryn. Oczywiście skuteczność spada w terenie (ze 100% w laboratorium do 85% /eukaliptus cytrynowy/ a nawet 68% /rozmaryn/). Palczatki (cymbopogon) wykazują 90% skuteczność nawet po 6 godzinach od aplikacji. O tym dlaczego niektórym olejkom spada skuteczność, a innym nie, opowiem później.

Olejkiem o dowiedzionej skuteczności jest amyris (przy okazji pięknie pachnie) – link do artykułu, cedr wirginijski (który tak naprawdę jest jałowcem – Juniperus virginiana), cedr chiński (który w rzeczywistości jest cyprysem – Cupressus funebris). Olejek wirginijski jest bardzo bogaty w cedrol (stąd jego potoczna nazwa właśnie), podobnie jak wspomniany cyprys, który w składzie ma: α-cedren (16.9%), cedrol (7.6%), β-cedren, (5.7%), oraz kuparen (5.4%). Podlinkowany artykuł dowodzi najwyższej skuteczności cedru chińskiego pod względem odstrzaszania kleszczy spośród kilku badanych olejków.

Cedrol

Badania dowiodły, że cedrol, którego najwięcej znajdziecie właśnie w cedrze (jałowcu) wirginijskim skutecznie odstrasza mrówki i – uwaga – jest toksyczny dla kleszczy i ich nimf! Według badań (link do artykułu) olejek ten w odpowiednim stężeniu nie tylko odstrasza, lecz zabija 100% kleszczy.

Składniki wcześniej wspomnianej lawendy – octan linalilu oraz linalol są uznanymi insektycydami, podobnie jak eugenol zawarty między innymi w bazylii (Ocimum basilicum), która zresztą także zawiera sporo linalolu. Bazylię powszechnie uważa się za roślinę odstraszającą owady, a badania dowodzą że eugenol ma skuteczność repelencyjną porównywalną z syntetycznym preparatem DEET (link do artykułu). Najbogatszym źródłem eugenolu są olejki goździkowy i cynamonowy destylowany z liści. Ale tych dwóch nie dorzucam już do moich Kleszczogromów, bo i tak łamię sobie głowę jak zagospodarować olejkowy galimatias. Wspominam jednak o nich na wypadek, gdyby ktoś z Was chciał je wykorzystać przeciwko kleszczom.

No właśnie – z tymi olejkami mam pewien problem – jest ich sporo, pachną od sasa do lasa, a ja chciałabym je jakoś pogodzić tak aby odstraszały kleszcze, ale nie przyprawiały mnie o ból głowy. Jednym słowem – chciałabym, żeby ŁADNIE razem pachniały. Zabieram się więc do tego niczym do robienia perfum. Więc teraz będzie dygresja perfumeryjna, kto nie lubi, niech przeskoczy.

———————-dygresja perfumeryjna———————-

Olejki eteryczne same w sobie są już perfumami i dokładnie tak jak perfumy ewoluują, rozwijają się zmieniają w trakcie noszenia. Każdy wie jak pachną poszczególne olejki na otwarciu, ale sprawdzaliście kiedykolwiek co dzieje się z ich zapachem po godzinie czy dwóch? A niektóre z nich są niezwykle zmienne, prawdziwe zapachowe kameleony.

Dzieje się tak dlatego, że olejki nie są substancjami jednorodnymi, lecz składają się w wielu składników. Dokładnie jak perfumy z tą tylko różnicą, że to nie człowiek jest ich twórcą. Cząstki zapachowe poszczególnych składników są różnej wielkości i w różnym tempie unoszą się ze skóry i poruszają w powietrzu.

Leciutkie cząsteczki zapachowe mają  ADHD – niemalże eksplodują po otwarciu buteleczki, jak szalone tańczą nam wokół nosa, zderzają się ze sobą, a już po chwili w tym szalonym pędzie gonią gdzieś w kosmos. Molekuły ciężkie potrzebują czasu i ciepełka naszej skóry. Pachną niezbyt intensywnie, ale długo – leniwie wygrzewają się na skórze i powolutku oddają swój zapach.

Z takich lekkich i zwariowanych molekuł składają się nuty głowy – oszałamiające intensywnością i szybko pędzące w nieznane. To im zawdzięczamy pierwsze wrażenie i wysoką projekcję perfum. Nuty bazy mają w składzie przewagę cząstek leniwych, takich zapachowych coach potatoes. One odpowiadają z trwałość. Ale to nie znaczy, że w bazowych olejkach eterycznych nie ma substancji o lżejszych o bardziej ruchliwych cząstkach – są! I to właśnie dzięki nim olejki są tak zaskakująco zmienne.

Przystępując do pracy nad Kleszczogromem postanowiłam przyjrzeć się niektórym olejkom raz jeszcze i nieco je ze sobą porównać. Jeśli jesteście ciekawi jak one pachną, najłatwiejszą drogą jest zajrzenie do internetu, wszystkie powinny być opisane na przykład na fragrantica. Tyle, że to nie zupełnie to samo. Takie opisy nie oddadzą zmienności olejku. Poza tym, każdy z nas inaczej odbiera zapachy, z innymi wspomnieniami węchowymi je kojarzy, inaczej je nazywa. Dlatego ja tutaj kieruję się wyłącznie własnymi doświadczeniami, to moje subiektywne określenia.

Testowanie trwałości olejków

Biorę na warsztat kilkanaście olejków które mam (lub miałam) zamiar zastosować w Kleszczogromie. Wszystkie je znam, ale chcę przewidzieć jak zabrzmią grając we wspólnej orkiestrze. Wszystkie olejki zakropliłam na papierki i notowałam swoje odczucia bezpośrednio po otwarciu buteleczki, po 20-30 minutach, po dwóch godzinach, następnie po sześciu, po dwunastu, po dwudziestu czterech i wreszcie po czterdziestu ośmiu. Mogłam tę zabawę prowadzić jeszcze kolejny tydzień, bo trwałość cedrów dochodzi do 400 godzin, ale ja już naprawdę chciałam je zmieszać razem 🙂

Nie będę relacjonować Wam wszystkich moich spostrzeżeń, opiszę Wam za to zapachowych kameleonów.

Olejek ilangowy

Pierwszy z nich to ylang-ylang. Olejek ilangowy pozyskuje się kilkustopniowo, a poszczególne frakcje różnią się składem chemicznym i oczywiście ceną. Olejek najwyższej klasy (z pierwszej fazy destylacji) kosztuje naprawdę dużo i pachnie pięknie. Niedawno oglądałam na youtube jakąś popularną vlogerkę zachwycającą się olejkiem ilangowym nabytym za grosze na Ukrainie. Cieszyło ją właśnie to, że jej olejek już na otwarciu był słodki i czysty. Cóż, dziewczyna nie wiedziała chyba, że na Ukrainie nie uprawia się Cananga odorata, a żeby sprowadzić ten olejek z Indonezji trzeba za niego słono zapłacić w dolarach, co wyklucza niską cenę końcową.

Olejki modyfikowane

Nie każdy olejek eteryczny jest naturalny, droższe olejki są często zastępowane olejkami klasy “nature identical” a nieświadomi klienci biorą je za olejki całkowicie naturalne i są zachwyceni tym, że pachną lepiej niż ich niemodyfikowane pierwowzory.

Żeby było całkowicie jasne – nie uważam że takie modyfikacje są złe, wręcz przeciwnie. Pozwalają usunąć z olejku niepożądany składnik, który zaburza jego zapach (np. kamfen z lawendy) lub działa szkodliwie (np. bergapten z bergamotki). Takie olejki są też doskonałą alternatywą dla olejków z gatunków zagrożonych wyginięciem (drzewo sandałowe). Jednakże największą ich zaletą jest cena. Naturalny olejek naprawdę nie może kosztować groszy. Ktoś musi zebrać tony surowca (najczęściej ręcznie), ktoś musi to wydestylować, do tego dochodzą koszty transportu, magazynowania, konfekcjonowania, badań laboratoryjnych, podatki, cła, itp, itd. Na cenę składa się milion czynników. Nie da się kupić olejku naturalnego w cenie jego opakowania.

Ja w każdym razie mam ten tańszy olejek – naturalny, ale zawierający m.in.salicylan metylu, który nadaje mu nieszczególnie przyjemną nutę na otwarciu i właściwości repelencyjne. Uwielbiam dodawać go do mydła, bo w mydle ta drażniąca nuta znika i do niedawna sądziłam, że to zasługa wodorotlenku, a tymczasem… Tymczasem okazuje się, że ta przenikliwa, niby-kamforowa, ostra, szpitalna wręcz nuta już po pół godzinie samoistnie łagodnieje, a po dwóch znika całkowicie pozostawiając słodki, ciepły, kwiatowy, czysty aromat zupełnie pozbawiony tego nieprzyjemnego tła. Tak więc – to nie kwestia działania wodorotlenku lecz czasu. To co nieprzyjemne samoistnie ulatuje w kosmos, a czysta kwiatowa słodycz jest wyczuwalna – uwaga – nawet po 48 godzinach!

Olejek golteriowy – wintergreen

Golteria, z której długo mam ochotę zrezygnować, na otwarciu pachnie bardzo technicznie, chemicznie, przenikliwie, przeszywająco wręcz. Ale już po pół godzinie zdecydowanie łagodnieje, te ostre, szpitalne nuty ustępują nieco miejsca innym i w rezultacie czuję rozgrzaną smołę, dymne tło i nieco ziół. Wędruję wspomnieniami do dzieciństwa, na wieś moich dziadków, gdzie dziury w asfaltowej szosie były łatane smołą. I w tę smołę podczas upałów można było wdepnąć, albo dla przyjemności grzebać w niej patykiem (tak bawiłam się jako dziecko, wiejskie drogi nie były wówczas zbyt ruchliwe), a z pobocza drogi pachniały nagrzane słońcem zioła.

Przy okazji odkrywam perfumeryjny potencjał golterii – perfumy industrialne! Tak! Taka maleńka kropelka, albo jeszcze lepiej – ułamek kropli – nadałaby perfumom zdecydowanie industrialnego charakteru. Skoro w perfumy można wkomponować woń szklanych wieżowców, paloną gumę, zapach warsztatu samochodowego, spaliny, benzynę, to dlaczego nie rozgrzany słońcem asfalt?
Zamierzam pobawić się wkrótce!

Golteria rozesłana na kleszcze
Olejek golteriowy

 

Golteria znika dość szybko, po 4 godzinach nie ma już po niej śladu.

A teraz cedry – to dopiero żartownisie!

Na początek Juniperus virginiana – kleszczowy zabójca. Uwielbiam jego zapach! Jest ciepły, suchy, drzewny, balsamiczny. Wyczuwam w nim przestrzeń i jakąś egzotykę, a także nieco tytoniu i popiołu. Już po pół godzinie pojawia się w nim kwiatowa wręcz słodycz, a po dwóch staje się pełny, okrągły, słodki, przyjemnie ziemisty, nieco mszysty. Po 6 godzinach wciąż pachnie intensywnie, wyraźnie. Jest teraz drewniany, suchy, łagodny lekko dymny.

Cupressus funebris znacznie mniej mi się podoba na otwarciu – jest mroczny, chłodny, wilgotny, przenikliwy, lekko terpentynowy. Przypomina mi stare, zakurzone drewno na strychu. Tak, on pachnie starą zapomnianą szafą! Ta szafa niezupełnie przyjaźnie mi się kojarzy i wcale nie korci mnie by zajrzeć do środka. Po dwóch godzinach następuje jakaś transformacja – chyba otworzyłam tę szafę i okazało się, że jest wypełniona ziołami! Tak! Pojawiają się kamforowo-tujonowe nutki i jest ich coraz więcej. Po 6 godzinach to wciąż chłodny zapach, ale jakiś świeższy, bardziej przyjazny, zielony, ziołowy. No i wciąż intensywny.

Cedru himalajskiego do Kleszczogroma dawać nie zamierzałam, ale ponieważ testowałam inne cedry, wzięłam go z ciekawości do porównania, bo niedawno kupiłam i nie miałam wcześniej okazji mu się przyjrzeć. Intensywnie zielony kolor sugeruje, że mógł być destylowany nie tylko z kory i trocin, ale także zielonych gałązek, choć wg informacji od producenta powstał drogą destylacji parowej drewna. Jest zupełnie inny niż dwa poprzednie – od początku bardzo zielony, świeży, ostry, żywiczny, terpentynowy. Ta ostrość zanika już po pół godzinie – zapach pozostaje zielony, ziołowy, iglasty, ale łagodniejszy, nieco tylko terpentynowy. Po sześciu godzinach nabiera jakiejś uroczej słodyczy. Jest teraz ciepły, drewniany, słodki i nieco wilgotny.

Wszystkie cedry doskonale pachną po 6, 12, 24 godzinach. Po 48 wciąż są wyczuwalne i rozpoznawalne, tajemnicze, orientalne.

Podobnie palczatki (Cymbopogon):

Porównywałam C.flexous (trawa cytrynowa), C.nardus (cytronela) i C.winterianus (cytronela, odmiana jawajska). Spośród tych trzech najkrócej trwała trawa cytrynowa, przy czym najkrócej wcale nie znaczy krótko, bo była dobrze wyczuwalna jeszcze po 12 godzinach. Obie cytronele natomiast czuć jeszcze wyraźnie po 24 godzinach, a i po dwóch dobach jest jeszcze ślad.*

I to jest właśnie klucz – to dlatego palczatki mają wyższą skuteczność jako repelenty niż lawenda czy rozmaryn. Lawenda jest dość lotna, rozmaryn także; po czterech godzinach już ich nie czuć i tym samym kończy się ich działanie ochronne. A w terenie wietrzenie następuje szybciej niż w laboratorium ze względu na słońce, wiatr, ciepłotę naszego ciała, itp.

*Przy tej okazji muszę wspomnieć, że trwałość olejków badam na paskach wykonanych ze zwykłej kartki do drukarki. Blottery w perfumeriach są wykonane z grubego, chłonnego papieru który znacznie dłużej utrzymuje zapach. To zrozumiałe – chodzi przecież o to, by klienta przekonać do zakupu wywołując wrażenie trwałości perfum. Mnie natomiast chodzi o coś zupełnie innego – moja ocena ma być jak najbardziej krytyczna.

———————-koniec dygresji———————-
Zioła odstraszające kleszcze

Oprócz olejków eterycznych w tych internetowych relacjach pojawiły się też pewne rośliny – żywotnik (u Izez), wrotycz (u Klaudyny) oraz… kocimiętka. Źródła nie podam, bo nie zapisałam strony na której mi to wpadło w oko, ale na pewno była to strona amerykańska, a kocimiętka była pod postacią olejku eterycznego. Nigdzie w Polsce nie widziałam takiego olejku. Z ciekawości zaczęłam szukać dalej, bo ja bardzo lubię ten zapach i byłabym gotowa sprowadzić go do sklepu. Znalazłam, jednakże cena jest zawrotna, zostaję więc przy domowej roboty wyciągach ziołowych.

O ile żywotnik i wrotycz łatwo mi zrozumieć, bo obie rośliny zawierają tujon, o tyle tą kocimiętkę przyjmuję przez wiarę, ponieważ nie znalazłam żadnego wyjaśnienia jej działania. Wprawdzie doktor Różański wspomina odstraszające owady działanie kocimiętki (link), jednak wciąż nie ma pewności, że i kleszcze wystraszy.

W Szwecji robiono badania właściwości olejku eterycznego z wrotyczu i dowiedziono, że w 90-100% działa odstraszająco na klesze (link do artykułu). Co ciekawe, składniki tego olejku (alfa-pinen, beta-tujon, kamfora, beta-pinen, pinokamfony, alfa-tujon, 1,8-cyneol) testowane pojedynczo dały jedynie 64-72% skuteczności repelencyjnej.

Olejki eteryczne na kleszcze
Olejki eteryczne i zioła odstraszające kleszcze

Jak stosować?

Plan miałam taki – chciałam zrobić dwa preparaty na bazie olejków eterycznych rozpuszczonych w alkoholu (perfumy na ubranie), oraz drugą wersję na oleju ze słodkich migdałów do smarowania nóg, bo nogi to kleszczowe wrota.

Pomiędzy bajki można włożyć opowieści o tym że kleszcze siedzą wysoko w krzakach i czekają na przechodzącego żywiciela, po czy skaczą na niego i spokojnym spacerkiem szukają miejsca żeby się osiedlić. Ich rzeczywiste zwyczaje wyglądają zupełnie inaczej – kleszcze nie atakują z lotu ptaka, nie skaczą, nie fruwają. Siedzą nisko, na źdźbłach trawy na przykład i stamtąd atakują. Wystarczy, że wejdzie sobie pod nogawkę…

Oczywiście preparatem warto by zabezpieczyć także kark i przedramiona, bo przecież buszując po łąkach co rusz to schylam się i przykucam. Generalnie, moja olejowa mikstura ma służyć do zabezpieczania odsłoniętych części ciała.

Przygotowanie

Mogłabym rozpuścić olejki eteryczne w czystym oleju migdałowym i alkoholu i preparaty byłyby właściwie gotowe do użycia, ale uznałam że można dać im jeszcze więcej mocy. Przygotowałam skoncentrowane preparaty z trzech wcześniej wspomnianych roślin – wrotyczu, żywotnika i kocimiętki. Tujon nie rozpuszcza się w wodzie, ale w tłuszczach i etanolu bardzo dobrze, więc moje media nadawały się do tego idealnie. Wrotycz miałam pięknie zasuszony w ubiegłym roku, w pęczkach, nie rozdrobniony, więc niewiele stracił ze swych właściwości. Stanowisko czystego żywotnika znalazłam w ogródku koleżanki, a po kocimiętkę wysłałam Piotra na nasz Koniec Świata (i tak tam jechał wykonać pewne niezbędne prace).

 

odwar macerat zioła na kleszcze
Przygotowanie surowców ziołowych

 

Jak zwykle przesadziłam z ilością – mało prawdopodobne, że zużyję taką ilość olejowego wyciągu z trującym tujonem. Wyciąg wygląda na bardzo mocny, więc żeby nie przedawkować, zamierzam wziąć go tylko trochę. Reszta  posłuży mi do zrobienia mydła, więc do zestawu dwóch preparatów dołączy jeszcze kleszczogromowe mydło. Ale o mydle następnym razem.

Tujon

Tujon (C10H16O), który jest składnikiem wyciągów ziołowych, jak sama nazwa wskazuje jest TUJący. Głupi żart, bo z tego żartować nie ma co. Przedawkowany może powodować drżenia mięśni, drgawki kloniczne, halucynacje, bóle brzucha, biegunki, nudności, wymioty, podrażnienie układu moczowego wraz z krwiomoczem, częstomoczem, zatrzymaniem moczu, wysypki na skórze, plamy, wypryski sączące, u kobiet skurcze macicy. Preparatów z tujonem nie wolno podawać kobietom w ciąży oraz karmiącym. Nie podawać osobom z niewydolnością nerek (źródło: dr Różański).

Nie jestem w ciąży i już nie karmię, nie zamierzam tego także zażywać doustnie, ale przez skórę także nie chcę go wchłaniać w nadmiarze. Nawet lecznicze kąpiele jałowcowe (tujon jest także składnikiem szałwii, bylic, jałowców, cyprysów) wymagają obecności osoby trzeciej, która w razie objawów zatrucia będzie mogła udzielić pomocy. Konsekwencje mogą być bardzo poważne. To nie zabawa, ostrożność bardzo wskazana.

mikstury na kleszcze
Moje ziołowe mikstury antykleszczowe

 

Oto moje prefabrykaty – macerat i tinktura z trzech wspomnianych wcześniej roślin roślin. Oczywiście jedną z nich jest kocimiętka, nie kocismętka ani kocimętka 😉 One posłużą mi do roztworzenia olejków eterycznych.

Testy w terenie

Mój plan zrobienia dwóch preparatów składających się z takiej samej kompozycji olejków lecz roztworzonych w innym medium spalił na panewce. Nie potrafiłam się zdecydować na odrzucenie kilku kolejnych a chciałam uzyskać przyjemnie pachnący preparat. W rezultacie mam ich teraz… sześć. Po trzy kompozycje zapachowe w każdym medium 🙂

1) Amyris, bazylia, cytronela, anyż

2) Cedr wirginijski, trawa cytrynowa, lawenda, golteria

3) Cedr chiński, rozmaryn, cytronela (java), ylang-ylang

A teraz czas na testy w terenie – dopiero pokażą ile warte są moje pomysły i potwierdzą teorię. Będę obserwować działanie moich preparatów przez całe wakacje, a czas na podsumowanie i pierwsze recenzje przyjdzie jesienią.


Zostaw Komentarz