Ocieplanie podłóg. Dlaczego tylko 10 cm styropianu?

wpis w: Męskim okiem | 2

Ten krótki wpis powstał w odpowiedzi na komentarz Danuty (bardzo Ci dziękuję, że dzielisz się swoimi wątpliwościami i przemyśleniami) i w nawiązaniu do wczorajszego wpisu o podłogach (LINK TUTAJ). Bardzo długo zgłębiałem temat izolacji cieplnych podłóg i wyjaśnię dlaczego zdecydowałem się na styropian grubości 10 cm.

Czym się kierowałem?

Po pierwsze był problem z miejscem. I tak pogłębiłem pokój odsłaniając ściany fundamentowe. Nie mogłem zejść niżej bo zbliżyłbym się do poziomu gruntu na zewnątrz domu. Z różnych względów podłoga w domu powinna być znacznie wyżej.

Druga (ważniejsza) sprawa to faktyczne korzyści z zastosowania grubej warstwy izolacji.

I tu ciekawostka. W Internecie można znaleźć materiały sprzed 12-15 lat, w których powszechnie radzi się stosowanie 5 cm izolacji, a styropian 10 cm to już „na bogato”.  Później normą było 10 cm a 15 dla zapobiegliwych. Obecnie „normą” przy budowie domu jest 20 cm ale nie brakuje takich co dają 30 cm styropianu!

Lambda

Wszystko można uzasadnić obliczeniami i w ten sposób „przekonywać” konsumentów.

Tu mamy słynną lambdę czyli współczynnik przewodzenia ciepła. Im niższa lambda tym lepiej.

Producenci prześcigają się w prezentowaniu swoich paramentów zawsze w porównaniu do „zwykłego styropianu”.  Dokładnie jak w reklamach płynów do mycia naczyń czy proszków do prania. Marka kontra „zwykły proszek”.

Niestety wiedza budowlana jest obecnie dystrybuowana głównie przez producentów materiałów budowlanych i (co zrozumiałe) zawsze w kontekście dla nich korzystnym.

Kiedyś był biały styropian, później dodano czarne kropki i wmawiano nam, że on izoluje bardziej. Teraz modny jest cały czarny bo ma lambdę 0,031 [W/mK] a nie 0, 035 czy 0,038. I zawsze poprzedni automatycznie staje się „zwykłym styropianem”, którego należy unikać.

styropian
Ocieplanie podłogi styropianem
Teoretyczne oszczędności

Wszystkie te wyliczenia są prawdziwe… ale tylko w teorii. Dlatego trzeba rękami i nogami trzymać się zdrowego rozsądku.

Co mi z oszczędności rzędu 0,0000… ( i tu jakieś cyfry) nawet jeśli podaje się wartość zaoszczędzonej energii w złotówkach.  Czy ktoś policzył te oszczędności  przy założeniu, że codziennie wieczorem będę chciał przez kilka minut przewietrzyć sypialnię? Albo, że w ciągu zimowego dnia dzieci będą 20 razy wbiegać i wybiegać z domu a to po marchewkę a to po garnek dla bałwana?

Te obliczenia zakładają, że dom jest ogrzewany i nic się w nim nie robi. Nie otwiera drzwi ani okien. Niestety.

Druga sprawa. Na ściany nadal powszechnie kładzie się styropian 10 -12 cm (obecna norma 15 cm).  Ale przecież zimą po drugiej stronie ściany mamy często minusowe temperatury a pod domem grunt nigdy nie zamarza!

Czyli warunki, które osiągamy na ścianie przy zastosowaniu 15 cm izolacji, w podłodze osiągniemy już prawdopodobnie przy 5 cm (i stąd inżynierowie 15 lat temu zalecali taką grubość).

Nie neguję obliczeń bo właśnie one doprowadziły mnie do wniosku, że nic nie osiągnę stosując izolację grubszą niż 10 cm.

Zimą będzie w nim ciepło, będę chodził w t-shircie a dzieci będą biegać boso po podłodze. A koszt ogrzewania będzie przystępny (celuję w 1500 zł).

Jeszcze bardziej zmniejszyć koszty ogrzewania można jedynie w nowoczesnym (nowo wybudowanym) domu, który będzie jednym, spójnym systemem, domem pasywnym. Z rekuperacją zamiast wentylacji grawitacyjnej,  sterowaniem termostatami i kotłem C.O na paliwa płynne albo najlepiej gruntowym wymiennikiem. Taki system kosztuje dziesiątki tysięcy złotych plus stałe koszty serwisowania. Zwróci się ….. nigdy.

Daliśmy 10 cm styropianu. Gdybym zastosował 15 czy 20 cm to koszt remontu podłogi tylko w jednym pokoju wzrósłby o kolejne 300 -500 zł. (albo jeszcze więcej przy sztywnych płytach XPS). Ja nie zyskałbym nic. Zyskałby producent i sprzedawca. I boję się, że tylko o to w tym chodzi.


2 Odpowiedzi

  1. Lubię rozsądne podejście do tematu. Masz wiele racji w tym co napisałeś o materiałach izolacyjnych. Dłuższy czas pracowałem w branży chemii budowlanej i wiem że wiele, rzekomo fachowych informacji to czysty marketing. Zresztą podobnie rzecz się ma z produktami innych branż. Myslę że warto poruszyć jeszcze jedną niezwykle ważną sprawę w kalkulacji kosztów. Pisząc różne oferty cenowe, zauważyłem że klienci często skupiają uwagę na cenie , nie zwracając uwagi na ilość. Niedokładne pomiary lub tak zwane na oko , skutkują tym że kupujemy zawsze więcej a i tak poprzez marnotrawstwo na budowie do kupujemy dodatkowe ilości. Obserwując liczne budowy przeciętnie 10-15% materiałów idzie do śmieci. W trakcie częściowych zakupów nie przejmują nas takie straty , ale przy pełnym kosztorysie budowy bądź remontu domu wychodzi że moglibyśmy kupić za to całkiem fajne autko. No i nasze środowisko byłoby zdrowsze.

  2. Piotr / Polna droga

    Dzięki za komentarz Robert. Takich sytuacji przy remoncie czy budowie jest bardzo dużo. Sam złapałem się na tym, kupując “taniej” wapno hydratyzowane w markecie budowlanym. Okazało się, że marketowe było w opakowaniu 20 kg a nie 25 kg jak worki na zwykłym składzie budowlanym. Ten sam producent, kolorystyka itp, różnica 5 kg trudna do zauważania.
    Co do zdrowego rozsądku, to przychodzi mi do głowy myśl, jak bardzo daliśmy sobie wmówić, że trzeba wymieniać wszystko w domach na energooszczędne; żarówki na energooszczędne, pralki, lodówki w klasie A ++ (i ciągle tych plusów przybywa). A czy jest w kraju choć jedna osoba, która dzięki temu zapłaciła mniejszy rachunek za energię elektryczną? Wszyscy płacimy znacznie wyższe rachunki niż w czasach, gdy królowały żarówki “setki” 🙂

Zostaw Komentarz